|
podsumowanie projektu
|
|
W dniu 11.06.2012 roku w Szkole Podstawowej im. Władysława Szafera w Żarkach odbyło się ostatnie spotkanie kończące całoroczny cykl prelekcji w ramach projektu: „Dawne Żarki – moje miasto” W szkolnej bibliotece zebrali się: wicedyrektor szkoły – pani Katarzyna Samek, zaproszeni goście: pani Wacława Bubel, przedstawiciele Obywatelskiego Komitetu Pamięci Narodowej w Żarkach – prezes, pan Hieronim Borzęcki, współautor projektu - pan Roman Hamerla, oraz zainteresowani nauczyciele i uczniowie klas V i VI. W spotkaniu uczestniczyli też mieszkańcy Żarek.
Opowieść o swoim dzieciństwie rozpoczęła pani Wacława Bubel, która przypomniała wszystkim zebranym, iż naukę rozpoczęła w czasie okupacji w 1943 roku. Dlatego jej dzieciństwo powiedziała było bez porównania z tym dzieciństwem jakie dzieci mają w obecnych czasach. Przede wszystkim moje dzieciństwo przypadło na okres wojny, więc ciągły lęk o mamę, tatę i braci. Pamiętam takie czasy: był rok 1942 – 1943 kiedy przychodził Niemiec, otwierał drzwi do domu i domowników zabierał na roboty przymusowe. Pamiętam, że był w Żarkach taki jeden posłaniec, który ostrzegał ludzi przed taką wizytą Niemców i ludzie uciekali z domu w pola. Nie zawsze udało się w porę opuścić dom i dlatego często Niemcy zabierali ludzi. Od mojej cioci Niemcy zabrali trzy siostry na przymusowe roboty do Niemiec. W czasie wojny były bardzo ciężkie warunki lokalowe. Gdy rodzina miała pokój z kuchnią był to szczyt luksusu, bo zazwyczaj ludzie gnieździli się w jednej izbie. Moja rodzina składała się z pięciu osób i mieliśmy dwa pokoje, bo kuchnia była w takim oddzielnym pomieszczeniu. Zawsze w naszym domu był jeszcze służący, który był traktowany jak członek rodziny, na równi z moimi braćmi, razem z nimi spał. Może ja tu wyjaśnię skąd się brali ci służący. Często przychodziły do naszego domu kobiety i prosiły, aby się zaopiekować jej dzieckiem, bo na wsiach niedaleko Żarek panowała okropna bieda. Takie dziecko za swoją pracę nie dostawało żadnych pieniędzy. Chodziło tylko o to, aby miało co jeść. Mój tata był kowalem i bracia pomagali mu w kuźni, a mama musiała zajmować się domem: gotować obiad i robić inne drobne prace w gospodarstwie. Mieliśmy krowę, którą zajmował się taki służący, pasał ją na łące. Wykonywał też prace w oborze. Po pracy bawiliśmy się wszyscy razem. Jako dzieci potrzebowaliśmy zabawy. Nie było w tym czasie telewizji ani radia. W rodzinie było ogromne posłuszeństwo. Było nie do pomyślenia, aby jakieś dziecko nie wykonało natychmiast polecenia rodziców. Ojciec niczego nie musiał powtarzać dwa razy, bo z mamą bywało różnie. W dalszych wspomnieniach pani Bublowa mówiła jeszcze o punktualności. Nikomu nie przychodziło do głowy, aby spóźnić się na zajęcia lekcyjne do szkoły. Przypomniała też jeszcze raz dzieciom o ogromnym szacunku do nauczyciela, którego traktowano jak królową, a w szczególności swoją wychowawczynię. Była ona jak mama, z każdą sprawą szło się do niej, można było się wypłakać, jak było źle. Zawsze wysłuchała i pocieszyła. Dzisiaj jak myślę o swoim dzieciństwie to niczego nie żałuje i niczego bym nie zmieniła. Aby urodzić się w tych czasach musiałabym urodzić się w innej rodzinie, bo gdybym miała do wyboru obecne czasy i tych rodziców co miałam, to by ich nie było stać na to, co w tej chwili młodzież potrzebuje. Wtedy byłabym nieszczęśliwa, a tak to ja nigdy nie byłam głodna. Rodzice mieli pole i dlatego nie mieliśmy głodu. Człowiek swój charakter kształtuje na przeżyciach. W tej chwili dzieci mają wszystko i dlatego wasza młodość jest smuta, bo telewizja, Internet może was satysfakcjonuje, ale nie macie tego doświadczenia, które myśmy mieli. Następnie głos zabrał pan Hieronim Borzęcki, który swoje wspomnienia zaczął od stwierdzenia: Nam młodzi ludzie czasami zazdroszczą mówiąc: „ Wyście żyli w ciekawych czasach”. Mówią to ludzie, którzy urodzili się po wojnie. Oni wojny nie przeżyli i nie mieli wyobrażenia o tych „ciekawych czasach”, jak to oni je nazywają. A przecież to była niewola, zakaz używania języka polskiego. Niemcy bili Polaków za to, że mówili po Polsku. Aby bardziej przedstawić swoje dzieciństwo zacznę wspomnienia od 1929 roku, kiedy z rodzicami wróciliśmy z Francji do Polski. W latach dwudziestych XX wieku w Polsce była straszna bieda, dlatego ludzie wyjeżdżali za granicę szukać pracy. Moi rodzice wyjechali do Francji, ja miałem wtedy trzy miesiące. Ojciec tam znalazł pracę. Gdy trochę podrosłem zacząłem chodzić do francuskiej ochronki, tam uczono nas tylko po Francusku. Dlatego jak wróciliśmy do Polski ja nie umiałem pisać ani czytać po Polsku. Powiem jeszcze dlaczego musieliśmy po pięciu latach pobytu we Francji wracać do Polski, pomimo, że ojciec miał tam pracę i powodziło nam się całkiem dobrze. Ponieważ po takim czasie pobytu musieliśmy przyjąć obywatelstwo francuskie, aby dłużej pozostać. Ale mama bardzo płakała i tęskniła za Polską. Chciała wracać do ojczyzny, bo tutaj była cała nasza rodzina, a tam byliśmy na obczyźnie. Dlatego przekonała ojca i wróciliśmy do Polski. Po powrocie do Polski poszedłem do szkoły, ale jak wcześniej wspominałem ja mało rozumiałem po Polsku. Gdy nauczycielka mnie o coś pytała, to ja nie umiałem odpowiedzieć, bo brakowało mi polskich słów. Dlatego pani się zdenerwowała i zaprowadziła do kierownika szkoły. Kierownik nie mógł zrozumieć, że ja nie umiem po Polsku, tylko pytał: dlaczego jestem taki uparty i mówił „ dawaj łapę” i bił mnie po rękach trzcinką. Bardzo to bolało, na rękach pozostały takie czerwone pręgi. Taka była wtedy dyscyplina w szkole. Pomimo tych trudności jakoś skończyłem tę szkołę. Gdy wybuchła wojna w 1939 roku byłem jeszcze młodym chłopcem miałem wtedy 15 lat. Trudno było się pogodzić z pewnymi zakazami jakie wprowadzili Niemcy dla Polaków. Jednym z takich zakazów było rozmawianie na ulicy po Polsku. W tej miejscowości co mieszkaliśmy było tylko kilka rodzin polskich, które nie podpisały volkslisty. Życie tych ludzi było bardzo ciężkie, byli ciągle prześladowani przez Niemców. Pamiętam takie zdarzenie kiedy z kolegami Polakami staliśmy na ulicy i rozmawialiśmy po Polsku. Podeszli do nas Niemcy i zaczęli nas bić. Mnie pobili bardzo, wybili mi przednie zęby. Jak wróciłem do domu, to matka mnie nie mogła poznać, tak okropnie wyglądałem. Dla mnie to było bardzo niezrozumiałe. Wcześniej dostałem lanie za to. że nie mówiłem po Polsku, a teraz pobito mnie, że mówiłem po Polsku. I takie było moje dzieciństwo. Ale żałować tego co przeszło, to teraz już jest za późno. Ja chciałbym urodzić się w innym miejscu.
Inspiracją do rozpoczęcia projektu pod hasłem „Dawne Żarki – moje miasto” były spotkania historyczne, które odbywają się w siedzibie Obywatelskiego Komitetu Pamięci Narodowej w Żarkach, a także w moim domu. Przewodnikiem tych spotkań jest pan Hieronim Borzęcki. To on wzbudził bardzo duże zainteresowanie latami przedwojennymi, wojennymi, a dotyczącymi naszego miasta, nie tylko w moim mężu, we mnie, ale także w moich dzieciach. Pomyślałam wtedy, że warto tę wiedzę przekazywać dalej, aby historia życia naszych dziadków i pradziadków nie zaginęła. Jednym z członków OKPN-u był pan Józef Morawiec, który zmarł w 2009 roku, w wieku 88 lat. On również przekazał wspaniałą, bezcenną, a jednocześnie tragiczną opowieść z lat swojego dzieciństwa i młodości, które przypadły na okres II wojny światowej. Uczniowie zainteresowani historią swojego miasta ciągle poszukują nowych informacji u swoich dziadków, znajomych, aby poszerzyć zdobywaną na tych spotkaniach wiedzę o Żarkach i warunkach w jakich uczyli się, dorastali i pracowali ich przodkowie. Także wspólnie ze mną próbują pisać recenzje z odbywanych spotkań z zaproszonymi gośćmi.
Autor projektu: Anna Hamerla |